sobota, 06 listopada 2010
Z tegorocznych Targów Książki przytargałam sobie podręcznik do norweskiego. Siedzę, przeglądam i z pomocą Google Translate tłumaczę sobie zdania. Na przykład takie: „Jeg kjøper tre bord”.
— „Kupuję trzy stoły”?! Ale po co mi trzy stoły? — dziwię się, powątpiewając w moją znajomość norweskiego.
— Powinnaś się raczej zastanowić, za co mogłabyś kupić w Norwegii trzy stoły. Chyba rozdział o kupowaniu możesz sobie zupełnie odpuścić… — słyszę od Aldony, która zdążyła już dziś kupić płaszcz, buty, rękawiczki i kilka par szałowych rajstop.
Bieda, panie. Chciałabym móc w tym momencie zakląć po norwesku.
piątek, 30 lipca 2010
Skoro jest już po sesji, to nie wstydzę się przyznać do rozmowy, która miała miejsce jeszcze w czerwcu.
Ina tonem marudnym Muszę zrobić zdjęcie do dyplomu, a od miesiąca wyglądam jak cholerne zombie.
Aldona bezlitośnie Ina, to jest problem nas wszystkich. Znaczy, nie to, że ty wyglądasz jak zombie... Znaczy, to też.
czwartek, 08 lipca 2010
Czwartek, 12:10. Prawie wakacyjny poranek. Książki i papiery na podłodze, buczące laptopy, Aldona w pościeli.
— Trzeba by się w coś ubrać — stwierdza wreszcie. — No… — odpowiadam. W tych dwóch głoskach ma się zawierać informacja, że ja już zdążyłam wziąć prysznic, ubrać się i wyjść po chleb do ludzi. A to znaczy, że jestem cośkolwiek bardziej ogarnięta, prawda? — Ina, Bożeee, nawet w wolny dzień musisz mnie stresować. — Nie, nie, to wcale nie jest tak! — (muszę przecież dbać o dobrą atmosferę w mieszkaniu) — Po prostu mam nadzieję, że dziś znów ubierzesz coś fajnego i chcę to zobaczyć. — Ojeeej, co za presja — marudzi dalej moja współlokatorka. (Tak źle, tak niedobrze. Chyba powinnam pójść aggro.) — Okej, okej. Po prostu twoja obecność jest dla mnie opresyjna i muszę się jakoś bronić — wypalam. Aldona robi facedesk (face-shelf?). Z wewnętrza szafy dochodzi ciche „hihu”. Chyba jest dobrze.
poniedziałek, 28 czerwca 2010
- Cicho - ofuknęła mnie Ina, szybko smarując ołówkiem na karteczce.
- Nie cichaj mnie - oburzyłam się. - Bo się zamknę w sobie i już nigdy nic nie powiem, i nie będziesz miała czego wrzucać na retobloga.
poniedziałek, 26 kwietnia 2010
Po wielu cierpieniach twórczych w mojej głowie zrodził się pomysł na plakat.
— Och, zrobię to Futurą, koniecznie! — wykrzykuję. — Acha, i będzie czarno-białe z zestawieniem bolda i lighta... — domyśla się dalej Aldona. — Ej, skąd wiesz? (No bo, bez cienia kitu, jak ona na to wpadła?) — Ina, Ina... Powinnaś się przełamać i wymyślić coś innego niż ten jeden projekt, który robisz w kółko. (To chyba było obraźliwe. Powinnam coś odpowiedzieć.) — Fakju. Jest dobrze. — Nie no, pewnie. Jeśli coś jest dobre, to jest spoko — zapewnia mnie moja współlokatorka.
Uff, mogę wrócić do mojej Futury i rysowania parkietaży.
niedziela, 07 marca 2010
Niedzielne popołudnie. Ina staje przed szafą, szykując się do wyjścia na sesję. - W tym się niewygodnie siedzi, to jest niewyprasowane, to jest do innych butów, to jest do innego płaszcza, to jest na lato, to jest nowe, to ma krótki rękaw, to jest za ciasne, tej nie lubię, a to... jest żakiet - wymienia, przekładając wieszak za wieszakiem. Rzucam więc znad drutów: - Za chwilę wyciągniesz telefon i napiszesz do Juliusza, że odwołujesz sesję, bo nie masz się w co ubrać.
czwartek, 12 listopada 2009
Wieczór przedkonferencyjny. Trwa praca nad wspólnym referatem. — Masz za dużo slajdów — zarzuca mi Aldona. Spoglądam na nią. Ona wytrzymuje mój wzrok. Patrzę więc dalej. Ona także. — Zajebisty sposób na marnowanie czasu — konkluduje.
środa, 24 czerwca 2009
- Ina! Mamy lody! - dobiegło z łazienki moje głośne wołanie. Pragnęłyśmy mrożonej herbaty z Bunkra, ale zbliża się koniec miesiąca - no i sesja wciąż wisi nad nami. Więc dobre i lody. - Zjem wszystko lody - rzekłam z zadowoleniem, wygrzebując białą czekoladę z zielonego pudełka. - A potem ZJEM WSZYSTKO POWIETRZE. - A ja najpierw zjem wszystko lody - odparła po chwili zastanowienia Ina. - Potem wypiję więcej kawy, będę jeść pierogi z mojej hałdy pierogów i na koniec zjem wszystko powietrze. - Ja zjem wszystko powietrze wcześniej - zaprotestowałam. - Dobra, ale będziesz mieć w brzuchu tylko lody i powietrze, a ja będę miała brzuch pełen pysznych rzeczy - odpowiedziała, zadowolona z siebie. - Co z tego. Przecież bez powietrza umrzesz. - Wzruszyłam ramionami. - Wszyscy umrzemy.
(kontekst obligatoryjny)
środa, 25 marca 2009
W życiu każdego składacza i w życiu każdego projektanta, a nawet w życiu amatora (choć to już rzadziej) przychodzi ten błogosławiony moment, kiedy z(e stosunkowo) czystym sumieniem wybiera z menu "Plik" opcję "Eksportuj do PDF" czy "Zapisz jako RTF", powziąwszy w myślach postanowienie już nigdy więcej tego pliku nie otwierać, by przypadkiem nie zauważyć w nim samotnej, niezrzuconej przez nikogo zawieszki. Przyszedł ten moment, choć oddać trzeba sprawiedliwość historii, że nie odwiedzał on Retoryka po raz pierwszy (ani też, jak się okazuje, ostatni), i na (czy może, skoro już personifikując, do) Inę(/y). Choć OpenOffice nie należy do szczególnie kumatych edytorów tekstu (polecam zwłaszcza wstawianie glifów i eksport do pdf), czasem nie ma biedny edytor wielkiego wyboru. Przy formatowaniu konspektu pracy rocznej, na przykład. - Rewelacyjnie, świetnie, genialnie, super, klawo, niesamowicie, morowo, no cudeńko! - dobiegły mnie entuzjastyczne okrzyki od strony biurka. - O, skończyłaś? Pokaż - odpowiedziałam z zainteresowaniem. Odpowiedź była krótka i mówiła o "projekcie" wszystko. - Nie.
czwartek, 12 lutego 2009
Prowincja. Koniec sesji, wszystkie stoliki zajęte, Pan Od Zeszytu z Podpisami krąży. Kakałko, kawa, nastrój frywolny. Rozmowa toczy się na temat fatalnego krakowskiego chleba, padają nazwy piekarń, miejscowości, nazwiska legendarnych piekarzy i wdów po nich. Naturalnie nikt nie piecze chlebów jak własna matka, nikt też nie robi takich... - ...muślinowych sosów - westchnęła Ina, rozpływając się we wspomnieniach.
- Pierogów! - dorzuciłam.
Po chwili zastanowienia, wraz z wywołanym przez nagły a smakowity obraz z przeszłości dramatycznym headdeskiem, z moich ust popłynęło rozpaczliwe:
- Rosół Cioci Krysi... Co zabrzmiało niemal jak Barszcz Walczaka. Choć zaręczam, że moja ciocia nie doprawia go sposobem Piotrka.
|
|